Jest rok 21 406 od powstania Republiki. Próbujemy przeżyć...
Niewyszkolony Mocowładny
Czy kupił tłumaczenie Jamesa? Tak, choć może pomyślał sobie, ze to jest głupie. Pomyślał sobie też, ze się pokłócili, bo Leri odeszła w kat, James był taki dziwny a Mac posykiwał do Mini, każąc jej czegoś nie robić. Dziwnie.
Mruknął uspokajająco, tak profilaktycznie, do wszystkich, takie „nie kłócicie się, przecież słoneczko świeci, ma oczka i buźkę”.
Offline
Podczas wojny wszystko działo się tak szybko, że czasem na wyrzuty sumienia nie było czasu. Przychodziły już po wszystkim, w chwili wytchnienia. Podczas wojny okrucieństwa było tak wiele, ze walcząc z jednym automatycznie otwierało się drzwi nowemu. Teraz to zupełnie inna sytuacja i zachowanie Leri w pewnym sensie było normalne. Nie można wymagać od jedi tego, ze będzie ponad wszystkim tylko dlatego, ze jest jedi. Serce musi wiele wycierpieć, nim obuduje się powłoką. Ale stwardnieć nie może nigdy.
James wstał. Nogi go nagle rozbolały, zaczęły kłuć. Długo siedział w jednej pozycji. Nie miał odruchu ruszania się w medytacji i tym to skutkowało. Podkuśtykał do Sisco i n zawisł na nim. Miał silną potrzebę teraz go rozgłaskać.
- Zaraz zadzwonię do mojego seminarzysty, przyjdzie i zabierze cie na sale sportową. Pobiegasz sobie. – wyjął komunikator. Nie chciał, by Sisco tu stał i patrzył, jak oni „dziadują” między sobą. A podziadować trochę trzeba. Podżedaić sie
Offline
Mimo, że stała teraz do nich twarzą to dalej trzymała się z boku, pogrążona we własnych rozmyślaniach. Jej myśli uciekły dosyć daleko, krążąc wokół wyciągniętych od wspomnień Sisca, po wojnę i obecną sytuację na Coruscant. Powoli porządkowała chaos myśli, ale to było trudne, bo jedna dygresja na jakiś temat pociągała za sobą dziesiątki chaotycznych spostrzeżeń, a to trochę przytłaczało.
W końcu usiadła ponownie w pozycji medytacyjnej i wprowadziła się w trans, by się od tego uwolnić. Dopiero gdy oczyści już umysł to przystąpi do porządkowania faktów. Może jej to nieco czasu zająć.
Offline
Niewyszkolony Mocowładny
W pewnym momencie poczuł się nawet winny. Było dobrze, pstryk, wszyscy się budzą i jest le. Zapiszczał cichutko i wtulił się w Jamesa. Teraz nie rozumiał i znowu zaczął się bać.
Offline
-Mac, weź Sisco na sale, zaraz ktoś do ciebie przyjdzie. Spokojnie, mały, nic się nie stało- Zapewnił starszy Jedi. Wyczuł,ze Sisco coraz bardziej się niepokoi, ale stanu emocjonalnego grupy nie poprawi się szybko, więc najlepiej zabrać Sisco, bo czekanie aż przyjdzie po niego student naraża go an „napromieniowanie”
- Chodź, pobawisz się trochę, a nie będziesz z takim starym wapnem jak my siedzieć, chodź, chodź – podszedł Mac, pogłaskał i ruszył, tym prowokacyjnym do podążania za nim chodem.
Mac wyprowadził Sisca (za pozwoleniem)
Offline
Leri tymczasem powoli się uspokajała, pogrążona w medytacji i odcięta od pozostałych bodźców ze świata zewnętrznego. Potrzebowała po prostu czasu na poukładanie sobie tego wszystkiego. Odejście Maca i Sisca zarejestrowała krańcem świadomości, ale to póki co nie liczyło się zbytnio.
James zapewne da czas Leri na medytację i nie będzie jej siłą z niej wyciągał, więc zabraczka dopiero po kilkunastu minutach powróci do realnego świata. Najpierw wróci pełna świadomość a następnie otworzy oczy. No i się nieco zdziwi gdy nie zobaczy Sisca. ale potem wróci pamieć.
Offline
Tak, james dał jej czas na odnalezienie równowagi, przez ten czas także Mini pomógł wejsc w ten stan, by się uspokoiła, sam zas po prostu usiadł oparty o ścianę i po prostu siedział – nie pogrążony w medytacji a w świadomych myślach. Po kilku minutach takiego siedzenia wziął protokół sporządzony przez Maca i czytał. Mac wrócił po kilkunastu minutach.
Offline
Leri w końcu wstała, co na pewno nie umknęło uwadze Jamesa. Rozejrzała się po pokoju, sprawdzając kto pozostał a potem powoli ruszyła w stronę Jamesa.
- Nasza sesja okazała się... pomocna. - zaczęła niepewnie. - Co z Sisciem?
Trochę jej było wstyd za to, że skupiła się w całości na sobie, ale uznała że w tym stanie bardziej zaszkodzi niż pomoże, więc pozostawiła resztę bardziej doświadczonemu Jamesowi. On pewnie zadbał o wszystko.
Offline
- Wydzierżawiłem go grupie która miała chyba zajęcia kultury fizycznej na hali sportowej. Prezentowali się dość rachitycznie, więc Sisco ich szybko wytrenuje, ale jakaś godzinę mamy – mieli ową chwile by wyciszyć emocje, uspokoić się, porozmawiać, a gdy wróci Sisco znowu zachowywać się jakby nigdy nic się nie stało.
Mac usiadł na podłodze i ze dwa razy westchnął głęboko. Popatrzył na Leri. Nie odezwał się, nie uśmiechnął, tylko taki zamyślony patrzył.
- Mimo wszystko... – przerwał cisze James – ...wydaje mi się,ze Mavhonic odetchnie z ulga.
Ale my chyba nie – dodał w myślach.
- gdyby nie sesja, nigdy byśmy się tego nie dowiedzieli, Sisco nie zdołały tego tak opowiedzieć, byśmy zrozumieli powagę sytuacji – kontynuował – Fajna metoda, oszczędza przesłuchiwanego, ale dostaje się innym
Offline
- Rozumiem. To było chyba najlepsze wyjście...
Ton jej głosu wciąż był nieco niepewny, apatyczny. Ale powoli wracała do siebie a ta chwila medytacji dodała jej sił i oswoiła się już z tym co widziała. Chciała też jak najszybciej przekazać Mavhonicowi informacje, które zdobyli. Im prędzej dopadną tego przemytnika tym lepiej dla wszystkich.
- Oby to wystarczyło na złapanie tych drani. Albo przynajmniej wpadną na ich trop
Leri teraz przyszło do głowy, że to co oni zobaczyli nie musi koniecznie kwalifikować się pod dowód sądowy. Ale o to będą się martwić później, najpierw niech ich dopadną.
- Trochę tak... jeśli pozwolisz mistrzu, chciałabym skontaktować się z Mavhoniciem. Im szybciej dostanie te informacje tym lepiej
Offline
Gdy już mieli się rozstawać to wszyscy zgromadzeniu w pokoju Jedi mogli poczuć zaburzenia w Mocy. Najsilniej odczuwał je James, Leri i Mac nieco słabiej, zaś dla Mini było to ledwo muśnięcie, nic niepokojącego.
Zakłócenie to było bardzo gwałtownie i wdzierało się bezlitośnie w umysł, powodując lekki ból głowy. A potem wszystko cichło ale pozostawało wrażenie nienaturalnej pustki. Bez wątpienia stało się coś strasznego, tu na Coruscant. I to w pobliżu.
Offline
- Dobrze Mistrzu, niech Moc będzie z tobą
Pokłoniła mu się zgodnie z tradycją, następnie pożegnała się z Maciem i Mini i ruszyła w stronę drzwi, pogrążona w myślach. Jednakże silne uczucie niepokoju a następnie odczucie zaburzenia w Mocy wyrwało ją z tego odrętwienia. Przystanęła i niepewnie się rozejrzała a potem spojrzała niepewnie na Jamesa.
- Mistrzu... poczułeś to?
Nie była pewna czy jej się to wydawało czy może to był jakiś efekt uboczny ich niedawnej wędrówki w świadomość Sisca.
Offline
James zachowywał się jak ktoś kto wie, ze już się nic nie wydarzy,ze to co najgorsze miało już miejsce, można odpocząć, i nagle...
co? Nie wiedział, ale wystarczyło by wydusić z niego powietrze z płuc i postawić na nogi. Mac tylko się poruszył, jakby zadowolony, ze zaraz będzie mógł powiedzieć to, co powiedziała Leri przed nim. Mini uchyliła tylko oko, pozostając w medytacji.
A James wyglądał przez chwile jak uosobienie śmierci.
- Tak... bardzo dokładnie, ale nie dotyczyło nas...
Offline
Czyli to nie był uboczny skutek ich wędrówki świadomości... a to zaniepokoiło Leri, bo coś się musiało stać. I to coś sporego, skoro zakłóciło pole Mocy. Pytanie tylko co to było? A może kto?
- Mistrzu... powinniśmy to zbadać
Zaczęła nieco niepewnie, bo sama jeszcze nie wiedziała jak to zrobić. Medytować? Szukać źródła? Nie miała pojęcia co mogło to wywołać co ją jeszcze bardziej niepokoiło. Takich zakłóceń nie wyczuwała od bardzo dawna.
Offline